Ariadna
Pierwszy
raz od ponad dwustu lat…
Otwieram
oczy…
Do
moich płuc napływa tlen…
Krew
zaczyna krążyć w ciele…
Serce
ponownie wybija swój rytm…
Opadam na zakurzoną podłogę, a mój kaszel wypełnia ciszę. Jestem mi zimno, przez moje ciało przechodzą
dreszcze, ale nareszcie czuję, że żyję. Stęchłe powietrze utrudnia mi
oddychanie, opieram głowę o gładki kamień. Czuję się przeraźliwie zmęczona
jakby ten sen wyssał ze mnie ostatki energii. Nazywam się Ariadna Incubus.
jestem Czarownicą, która oddała
swoje życie w zamian za pokój na
świecie, stałam się strażniczką jedną z wielu. Nigdy nie podejrzewałam, iż dane
mi będzie ponownie ujrzeć ten świat, kontrolę nad moim losem przejął artefakt
miałam wybudzić się z letargu jedynie wtedy gdy przedmiot przeze mnie pilnowany
zostanie skradziony. Widocznie poległam ktoś silniejszy odemnie musiał go
wykraść, jednak nie czuje strachu tylko ulgę… na smutki czas przyjdzie później. Teraz nareszcie po tylu latach jestem
wolna, nie czułam upływającego czasu zamieniłam się po prostu w kolejnego
wartownika pogrążonego w śnie tak głębokim, iż nie sposób go obudzić. Podnoszę się z kolan i rozglądam wokoło znajduję się w
podziemnym grobowcu w kształcie koła. Koło mnie ciągnie się rząd pół okrągłych wnęk, w których stoją rycerze z kamienia trzymający miecze zwrócone ku ziemi. W powietrzu unosi się kurz, a
ja widzę coś tylko dlatego, że jestem Czarownicą. Kiedyś byłam jednym z nich,
puki czar się nie złamał, kamienna skorupa nie skruszyła. Podchodzę chwiejnie
do sarkofagu stojącej na środku pomieszczenia. Ocieram kurz z miejsca gdzie
znajdowała się twarz zmarłego jednak zamiast tego moją sylwetkę zalewa
niebieskawe światło. Mrużę oczy w oczekiwaniu na to aż przyzwyczaję się do
jasności, która zapanowała. Grób wykonany jest z cienkiego szkła, nie
przygotowano mnie do tego co robić w sytuacji gdy się obudzę, zapewne każdemu
wydawało się to niemożliwe. Ale teraz znalazłam się w potrzasku... Nie wiem co
robić jakaś podświadoma siła ciągnie mnie do światła z sarkofagu. Niewiele
myśląc uderzam zaciśniętą pięścią w szkło, a ono rozlatuje się na dziesiątki
kawałków boleśnie wbijających się
w moją dłoń. Wydaję z siebie zdławiony krzyk, a światłość jaśnie by po chwili
ogarnąć mnie cała i porwać w wir barw i dźwięków. Czuję się jakby moją duszę rozerwano na kawałki, chłonę cała wiedzę
stuleci tak jakbym nigdy nie została strażniczką. Moje ciało napełnia nowa
energia. Kiedy opadam na wilgotną trawę gdzieś na łące i odbite światło
księżyca pada na moją twarz jesteś świadoma tego co się stało. Dawno zwalczone
zło dopomina się o swoje w krótce
nie tylko ja powstanę z kamienia…
DWA
DNI PÓŹNIEJ
James
Wiecie
co się dzieje gdy przestajesz być Cichym Bratem? No jasne, że jest wam to nie
wiadome w końcu jestem jedyną osobą, która o przeżyła. Uczucia zalewają cię
falę, nie sączą się powoli, nikt ci nie dawkuje tego co czujesz, przychodzi
powódź. Wszystko odbierasz silniej niż kiedykolwiek, niektóre emocje się
wypalają. Raz są po czym twój umysł ogarnia co się stało i nie potrafisz już
patrzyć na drugą osobę tak samo. Siedzę w ciemnym pokoju, naprzeciwko mnie
pusta ściana, podemną twarde łożę. Nic co mogłoby powodować napływ radości czy
smutku, a mimo to one przychodzą. Przez małe więzienne okno z kratami sączą się
promienie słoneczne tworząc świetliste wzory na podłodze. Kiedy ciężkie drzwi
do mojej celi otwierają się z cichym zgrzytem, podrywam się do góry wpatrując
się niepewnie w korytarz. Do środka wchodzi wysoki Cichy Brat, a jego
pergaminowa szata szeleści przy każdym kroku. Schylam głowę rozpoznając w nim
Brata Alberta już chcę przemówić do niego w umyśle gdy przypominam sobie, iż
już nie potrafię.
"Jamesie
Cartarise jesteś wzywany do Sali Kości"
Jeden
z moich dawnych towarzyszy pochyla głowę, a ja idąc w jego ślady wycofuję się.
Szara postać idzie szybkim krokiem przedemną, mijamy groby Nocnych Łowców.
Codziennie mijałem te korytarze jego jeden z Braci, nie czułem prawie nic, ale
teraz gdy dostrzegam wyryte w kamieniu nazwiska ludzi czuję podświadomy strach.
Nigdy ale to nigdy mi się to nie zdarzyło lecz wtedy byłem kimś innym, cieniem
kogoś kim jestem. Wchodzę do okrągłej Sali, a osoba która mnie tu sprowadziła
zajmuje swoje bezimienne miejsce w kręgu utworzonym wokół mnie. Staję na
pentagramie wyrytym w kamieniu i wpatruję się niepewnie w zgromadzonych.
-Co
się stało?-pytam, a mój głos o dziwo nie drży
Zza
braci wysuwa się drobna, dziewczęca postać, patrzy na mnie błękitnymi oczyma
wyrażającymi wszystkie jej uczucia. Widzę jak targają nią sprzeczne emocje
smutek, rozżalenie, tęsknota, ekscytacja oraz niepewność. Ogarniam wzrokiem
całą postać brunetki i cofam się do tyłu. Przez głowę przelatują mi wspominania
z czasów zanim zostałem Cichym Bratem.
-Ariadna…-szept
wydobywa się z moich ust
Czarownica
patrzy na mnie zszokowana, zapewne oczekiwała jednego z członków zakonu, kiedy
jej pomogłem lata temu byłem świeżo po przemianie na wpół oszalała przybyła do
Braci aby jej pomogli. Z krającym się sercem udała się do krypty aby nigdy
się nie obudzić chroniąc pierścień, którego moc niemalże ją opętała.
Przysiągłem nigdy nie powiedzieć z jakiego powodu zniknęła z artefaktem,
przyjaciele uważali ją za zdrajczynię. Czuję jak gdzieś w środku rodzi się
radość, z tego iż udało jej się obudzić. Dziewczyna po chwili otrząsa się i
podbiega do mnie aby rzucić się mi na szyję. Wdycham znajomy zapach lawendy i w
tej jednej chwili wydaje, mi się że wszystko jakoś się ułoży.
~
Nie wiem czy być zadowolona z tego rozdziału czy nie sami oceńcie :D Piszcie co myślicie, a ja zaraz siadam do pisania kolejnego oraz tworzenia zakładki bohaterowie.

