poniedziałek, 18 maja 2015

Rozdział I

Ariadna
Pierwszy raz od ponad dwustu lat…
Otwieram oczy…
Do moich płuc napływa tlen…
Krew zaczyna krążyć w ciele…
Serce ponownie wybija swój rytm…
Opadam na zakurzoną podłogę, a mój kaszel wypełnia ciszę. Jestem mi zimno, przez moje ciało przechodzą dreszcze, ale nareszcie czuję, że żyję. Stęchłe powietrze utrudnia mi oddychanie, opieram głowę o gładki kamień. Czuję się przeraźliwie zmęczona jakby ten sen wyssał ze mnie ostatki energii. Nazywam się Ariadna Incubus. jestem Czarownicą, która oddała swoje życie w zamian za pokój na świecie, stałam się strażniczką jedną z wielu. Nigdy nie podejrzewałam, iż dane mi będzie ponownie ujrzeć ten świat, kontrolę nad moim losem przejął artefakt miałam wybudzić się z letargu jedynie wtedy gdy przedmiot przeze mnie pilnowany zostanie skradziony. Widocznie poległam ktoś silniejszy odemnie musiał go wykraść, jednak nie czuje strachu tylko ulgę… na smutki czas przyjdzie później. Teraz nareszcie po tylu latach jestem wolna, nie czułam upływającego czasu zamieniłam się po prostu w kolejnego wartownika pogrążonego w śnie tak głębokim, iż nie sposób go obudzić. Podnoszę się z kolan i rozglądam wokoło znajduję się w podziemnym grobowcu w kształcie koła. Koło mnie ciągnie się rząd pół okrągłych wnęk, w których stoją rycerze z kamienia trzymający miecze zwrócone ku ziemi. W powietrzu unosi się kurz, a ja widzę coś tylko dlatego, że jestem Czarownicą. Kiedyś byłam jednym z nich, puki czar się nie złamał, kamienna skorupa nie skruszyła. Podchodzę chwiejnie do sarkofagu stojącej na środku pomieszczenia. Ocieram kurz z miejsca gdzie znajdowała się twarz zmarłego jednak zamiast tego moją sylwetkę zalewa niebieskawe światło. Mrużę oczy w oczekiwaniu na to aż przyzwyczaję się do jasności, która zapanowała. Grób wykonany jest z cienkiego szkła, nie przygotowano mnie do tego co robić w sytuacji gdy się obudzę, zapewne każdemu wydawało się to niemożliwe. Ale teraz znalazłam się w potrzasku... Nie wiem co robić jakaś podświadoma siła ciągnie mnie do światła z sarkofagu. Niewiele myśląc uderzam zaciśniętą pięścią w szkło, a ono rozlatuje się na dziesiątki kawałków boleśnie wbijających się w moją dłoń. Wydaję z siebie zdławiony krzyk, a światłość jaśnie by po chwili ogarnąć mnie cała i porwać w wir barw i dźwięków. Czuję się jakby moją duszę rozerwano na kawałki, chłonę cała wiedzę stuleci tak jakbym nigdy nie została strażniczką. Moje ciało napełnia nowa energia. Kiedy opadam na wilgotną trawę gdzieś na łące i odbite światło księżyca pada na moją twarz jesteś świadoma tego co się stało. Dawno zwalczone zło dopomina się o swoje w krótce nie tylko ja powstanę z kamienia…
DWA DNI PÓŹNIEJ
James
Wiecie co się dzieje gdy przestajesz być Cichym Bratem? No jasne, że jest wam to nie wiadome w końcu jestem jedyną osobą, która o przeżyła. Uczucia zalewają cię falę, nie sączą się powoli, nikt ci nie dawkuje tego co czujesz, przychodzi powódź. Wszystko odbierasz silniej niż kiedykolwiek, niektóre emocje się wypalają. Raz są po czym twój umysł ogarnia co się stało i nie potrafisz już patrzyć na drugą osobę tak samo. Siedzę w ciemnym pokoju, naprzeciwko mnie pusta ściana, podemną twarde łożę. Nic co mogłoby powodować napływ radości czy smutku, a mimo to one przychodzą. Przez małe więzienne okno z kratami sączą się promienie słoneczne tworząc świetliste wzory na podłodze. Kiedy ciężkie drzwi do mojej celi otwierają się z cichym zgrzytem, podrywam się do góry wpatrując się niepewnie w korytarz. Do środka wchodzi wysoki Cichy Brat, a jego pergaminowa szata szeleści przy każdym kroku. Schylam głowę rozpoznając w nim Brata Alberta już chcę przemówić do niego w umyśle gdy przypominam sobie, iż już nie potrafię.
"Jamesie Cartarise jesteś wzywany do Sali Kości"
Jeden z moich dawnych towarzyszy pochyla głowę, a ja idąc w jego ślady wycofuję się. Szara postać idzie szybkim krokiem przedemną, mijamy groby Nocnych Łowców. Codziennie mijałem te korytarze jego jeden z Braci, nie czułem prawie nic, ale teraz gdy dostrzegam wyryte w kamieniu nazwiska ludzi czuję podświadomy strach. Nigdy ale to nigdy mi się to nie zdarzyło lecz wtedy byłem kimś innym, cieniem kogoś kim jestem. Wchodzę do okrągłej Sali, a osoba która mnie tu sprowadziła zajmuje swoje bezimienne miejsce w kręgu utworzonym wokół mnie. Staję na pentagramie wyrytym w kamieniu i wpatruję się niepewnie w zgromadzonych.
-Co się stało?-pytam, a mój głos o dziwo nie drży
Zza braci wysuwa się drobna, dziewczęca postać, patrzy na mnie błękitnymi oczyma wyrażającymi wszystkie jej uczucia. Widzę jak targają nią sprzeczne emocje smutek, rozżalenie, tęsknota, ekscytacja oraz niepewność. Ogarniam wzrokiem całą postać brunetki i cofam się do tyłu. Przez głowę przelatują mi wspominania z czasów zanim zostałem Cichym Bratem.
-Ariadna…-szept wydobywa się z moich ust

Czarownica patrzy na mnie zszokowana, zapewne oczekiwała jednego z członków zakonu, kiedy jej pomogłem lata temu byłem świeżo po przemianie na wpół oszalała przybyła do Braci aby jej pomogli. Z krającym się sercem udała się do krypty aby nigdy się nie obudzić chroniąc pierścień, którego moc niemalże ją opętała. Przysiągłem nigdy nie powiedzieć z jakiego powodu zniknęła z artefaktem, przyjaciele uważali ją za zdrajczynię. Czuję jak gdzieś w środku rodzi się radość, z tego iż udało jej się obudzić. Dziewczyna po chwili otrząsa się i podbiega do mnie aby rzucić się mi na szyję. Wdycham znajomy zapach lawendy i w tej jednej chwili wydaje, mi się że wszystko jakoś się ułoży. 

~
Nie wiem czy być zadowolona z tego rozdziału czy nie sami oceńcie :D Piszcie co myślicie, a ja zaraz siadam do pisania kolejnego oraz tworzenia zakładki bohaterowie. 

sobota, 16 maja 2015

Prolog

Straciliśmy wszystko jednak teraz powracamy…. Na nowo naszą twarz oświetli łuna chwały, nie pozwolimy się stłamsić, pokonać. Nie dla nas śmierć, każde z nas przeżyło swoje, nasze nazwiska okryte odwieczną sławą zaginęły wśród kart historii, skryliśmy się w cieniu…Niektórzy z nas umarli. Taka jest kolei rzeczy żyjemy aby później opuścić ten świat. Dokonaliśmy rzeczy wielkich, wasze pokolenie narodziło tylko dlatego, iż my byliśmy gotowi stawić czoła złu. Nikt nam nie podziękuje? Nie ma co się dziwić ludzka pamięć jest ulotna niczym życie, przecieka nieubłaganie między palcami, a my i tak nie możemy nic zrobić aby zatrzymać ten proces. Zapomnieliście o nas… A teraz powracamy gdyż zło którego mieliśmy strzec powraca.

~
Być może wiecie być może nie kiedyś pisałam ff o Darach jednak spojrzawszy na niego ostatnio stwierdziłam, iż jest do niczego. Postanowiłam napisać coś całkowicie nowego choć niektóre rzeczy znajdą swoje odpowiedniki w opowiadaniu, które pisałam dawniej :)